sobota, 16 listopada 2013

♥2♥ Nathan




     Niedawno zmarł Twój ukochany-Dominic. Kochałaś go... Nie byłaś w stanie pogodzić się  z tym, iż na tym świecie go nie ma... Minęły dwa tygodnie od jego śmierci.  Twoi rodzice nie żyją. Zmarli w wypadku samochodowym pięć lat temu. Zostałaś Ty i Twój synek mający cztery latka. Byłaś całkiem załamana; nie miałaś pracy i  pieniędzy. Dominic zawsze zajmował się płaceniem rachunków, a Ty pilnowałaś Waszego dziecka, Sam'a. 
    Poszłaś na zakupy. Miałaś trochę oszczędności na czarną godzinę. Trzymałaś pieniądze na wypadek jakiejś choroby, ale nie sądziłaś, że kiedykolwiek się przydadzą.  Zabrałaś ze sobą małego Sam'a. Nie miałaś go z kim zostawić. Szłaś trzymając go za rękę. Po dziesięciu minutach weszliście do warzywniaka. Miałaś zamiar zrobić pyszną kolację z warzywami. Twój synek mimo młodego wieku nie wybrzydzał. Lubił wszystkie warzywa prócz brokułów i kalafiorów. 
   Jak na wtorek było całkiem tłoczno. Kupiłaś co było Ci potrzebne. Sam poprosił Cię o kupno samochodziku. Nie miałaś serca mu odmówić. Pospacerowaliście do najbliższego sklepu z zabawkami. Był ogromny. Chłopiec prowadził Cię wzdłuż szeregów półek. 
    Nagle ktoś wylał na Ciebie kawę. 
-Najmocniej przepraszam!-wyrażała skruchę dziewczyna. Była w Twoim wieku, miała około 22 lat. Zaczęła się krzątać. Jeszcze kilka razy powtórzyła magiczne słowo: przepraszam. Nie byłaś zła. Wręcz przeciwnie. Rozśmieszyło Cię tłumaczenie dziewczyny. 
-Nic nie szkodzi.-uśmiechnęłaś się na znak, iż wybaczyłaś małą wpadkę nieznajomej. Po czym zaczęłaś kierować swoje kroki ku toalecie. Musiałaś się trochę ogarnąć... Nie wypada chodzić z wielką plamą na bluzce. ^^
-Synku, poczekasz na mnie tutaj?-zapytałaś stojąc pod łazienką. 
-Tak, mamusiu, a gdzie tatuś?-dręczyło Cię to pytanie... Jak miałaś powiedzieć pięcioletniemu dziecku, że on już nie wróci, że zmarł na operacji, że spotkają się dopiero w niebie? Unikałaś odpowiedzi słowami: ''Tatusia długo nie będzie... Nie wiem kiedy wróci Kochanie...''  albo ''Porozmawiamy o tym kiedy indziej...'', ale teraz westchnęłaś i kucnęłaś przy synku.-Kotku... Tatuś...-przerwałaś. Nie chciałaś smucić swojego słoneczka... -Zrozumiesz gdy dorośniesz.-cmoknęłaś pięciolatka w czoło. Spojrzał na Ciebie zdziwiony. Nie wiedział czym jest śmierć. Nie wiedział, że jest nieodwracalna. Nie byłaś w stanie psuć tej beztroskiej nie świadomości.-Poczekaj, za chwilkę będę gotowa.-rzuciłaś na odchodnym. Twoje kąciki ust uniosły się do góry. Udawałaś, że jesteś szczęśliwa, ale bez Dominic'a byłaś nieszczęśliwa... Zamknęłaś za sobą drzwi. 
Gdy uporałaś się z plamą (+/- uporałaś, bo bez proszku czy innych detergentów to trochę trudno xd) wyszłaś z pomieszczenia po synka. Nie było go... Zaczęłaś się nerwowo rozglądać. Przecież ten chłopiec to było Twoje oczko w głowie.
Przebiegłaś cały sklep, nie było go.
~~~godzinę później~~~
-Mamusiu!-ktoś zza Twoich pleców się odezwał. To był głos Sam'a. Szybko się odwróciłaś. To rzeczywiście był ON! Przytuliłaś chłopca. Za nim stał wysoki mężczyzna. Brunet o zielono-niebieskich oczach. Jego źrenice były wpatrzone w tą uroczą scenę. Tęczówki lśniły w blasku światła. Nie mogłaś oderwać od niego wzroku. Było w nim coś, co Cię oczarowywało. 
-Chodził obok alejki z samochodzikami.-wyjaśnił nieznajomy. Jego głos był pewny i ciepły. Przypominał głos Dominic'a... 
  Podziękowałaś bohaterowi za pomoc, a potem nagle się rozpłakałaś. Mężczyzna bardzo Ci przypominał niedawno zmarłego chłopaka. Mimo, że różnili się w wyglądzie czułaś, że mają podobne charaktery. 
-Co się stało?-pytał. Ty nic nie odpowiadałaś. Po prostu płakałaś. Sam i on patrzyli na Ciebie niepewni. Nowy znajomy doszedł do wniosku, że Cię odprowadzi. Nie chciałaś, aby nieznana osoba się o Ciebie zamartwiała, ale nalegał. Nie miałaś wyboru, zgodziłaś się. 
    Sam od razu wszedł do domu, ale Ty zostałaś z ''nowym kolegą''.
Długo rozmawiałaś z Nathanem, bo tak miał na imię. Umówiliście się na kawę. Spotkanie miało się odbyć jutro. Pożegnaliście się po dłuuugiej konwersacji. Po czym poszłaś do synka, zrobiłaś mu coś do jedzenia i zaczęłaś przymierzać mnóstwo ciuchów. 

~~~dwa dni później~~~ 
Nathan zaczął coraz bardziej przypominać Ci Dominic'a. Mają podobne charaktery, dowiedziałaś się tego na spotkaniu. Mężczyzna polubił Twojego synka. Ty i on byliście już przyjaciółmi. Wczoraj opowiedziałaś co było powodem Twojego napadu płaczu. Przytulił Cię...
    Wspominając wczorajszy dzień nagle usłyszałaś dzwonek do drzwi. Zerknęłaś na Sam'a idąc do drzwi; rysował. Ku Twoim oczom ukazał się Nathan.
-Mogę wejść?-zapytał.
-J-jasne.-byłaś zaskoczona, ale mile. Znałaś go kilka dni, a staliście się dobrymi przyjaciółmi. Dość nietypowe, lecz przeznaczenie to przeznaczenie.
   Poszliście do salonu. Chłopak zaczął rozmowę od pytania czy możecie się spotkać. Nie miałaś z kim zostawić Sam'a. Lubiłaś poświęcać dużo czasu chłopcu, codziennie czytałaś mu na dobranoc bajki, codziennie się z nim bawiłaś. Nie miałaś ochoty go zostawiać. Doszłaś do wniosku, że powiesz, iż masz dużo pracy. Jednak Nathan był natarczywy. Postanowiliście, właściwie on postanowił, że pomoże Ci z dzieckiem. Nie chciałaś, ale nie miałaś wyboru. Chłopcy dobrze się dogadywali. Razem bawili się(Nathan i Sam xD). Ty postanowiłaś upiec placek. Wyciągając brytfankę z ciastem przez nieuwagę się oparzyłaś. Zaczęłaś krzyczeć z bólu. Nagle przybiegł Nathan.
-Co się stało? Wszystko w porządku?-chłopak zaczął się nerwowo krzątać. Po chwili ogarnął, że potrzebujesz pomocy. Szybko otworzył lodówkę i wyjął lód. Położył go na Twojej poparzonej ręce. Westchnęłaś z ulgą. Mimo, że tego nie chciałaś Nathan zaniósł Cię do sypialni na rękach.-odpocznij.-rozkazał.
-Zostań ze mną.-intonacja tych słów brzmiała jakbyś była małą dziewczynką proszącą o przeczytanie przez kogoś bajki. Brunet uśmiechnął się i usiadł na boku łóżka. Jego ręka powędrowała na Twoją głowę. Zaczął Cię głaskać po włosach. Twoje kąciki ust uniosły się ku górze. Złapałaś go za koszulę i przyciągnęłaś do siebie. Jego mina okazywała zdziwienie, a oczy ''cieszyły się''. Wasze usta dzieliły milimetry. Po raz pierwszy od śmierci Twojego Dominic'a byłaś szczęśliwa. W stało się. Doszło do pocałunku. Wyznaliście sobie miłość. Może to brzmieć dziecinnie, ale to była miłość od pierwszego wejrzenia.
~~~miesiąc później~~~


    Jesteście szczęśliwą parą. Nathan i Sam świetnie się rozumieją. Twój ukochany i Ty planujecie ślub. Jest pięknie, nic i nikt nie ma prawa tego zmieniać. ♥
___________________________

Mam nadzieję, że mi wyszło ^^ 

czwartek, 14 listopada 2013

♥1♥ Nathan

Dla Curlien (kuzynki mej ^^):


 Szłaś uliczką tłocznego Londynu. Mijałaś ludzi... Nagle ktoś zaczął się z Tobą szarpać, próbował wyrwać Ci z rąk torebkę.
-Pomocy!-krzyczałaś. Nikt Ci nie chciał pomóc. Nikt nie raczył udzielić pomocy delikatnej kobiecie, która szarpie się z silnym mężczyzną. 
   Znienacka ktoś nadbiegł i uderzył w twarz twojego napastnika. Bohater podał Ci rzeczy o którą walczyłaś.
-W porządku?-odezwał się wybawca. Wpatrywał się w Twoje piękne piwne oczy. Przez chwilę milczeliście.
-T-tak.-rzekłaś łamiąc dręczącą ciszę. Chłopak uśmiechnął się.-Dziękuję Ci...-odwzajemniłaś uśmiech. Nie wiedziałaś jak się zachować. Od razu wiedziałaś, że coś w nim jest. Czułaś,że musisz zapytać go o imię.
-Jak masz na imię?-uprzedził Cię czarujący brunet. 
Odpowiedziałaś mu. Rozmawialiście jeszcze przez dłuższą chwilę, po czym chwycił Cię za rękę i poprowadził do restauracji. Był dobrze wychowany; podstawił Ci krzesło gdy siadałaś...
Z Nathanem, bo tak miał na imię czułaś się szczęśliwa. Byłaś przy nim bezpieczna. Odczuwałaś wewnętrzny spokój...
Często spotykaliście się na mieście.  Po dwóch tygodniach zakochałaś się... Oboje ukrywaliście tą miłość przed światem. Baliście się odrzucenia.


~~~Pewnego dnia~~~

   Jak zawsze umówiliście się na ''przyjacielski spacer''.  Szykowałaś się trzy godziny. Chciałaś jak najlepiej wypaść. Mimo, że byliście jak siostra i brat miałaś nadzieję, że on coś do Cieie czuje, tak, jak Ty do niego. Nie chciałaś wyjawiać swoich uczuć. Wmawiałaś sobie ''Jest dobrze tak, jak jest...''.  Ubrana w śliczną kreację wyszłaś w umówione miejsce. Tam, czekał już na Ciebie Nathan.  Widziałaś, że był zdenerwowany. Kilka razy pytałaś dlaczego, ale nie otrzymałaś odpowiedzi... Gdy zadawałaś to pytanie zmieniał temat. 
-Chodź...-uśmiechnął się. Zauważyłaś, że był taki... nieśmiały. To mu się nie zdarzało, a przynajmniej tego nie zauważałaś. Poszliście do lasu. Po dwudziestu minutach ujrzałaś piękne jezioro. Woda lśniła oświetlona blaskiem zachodzącego za horyzont słońca. 
-Jak tu ślicznie!-wykrzyknęłaś wpatrując się w twarz przyjaciela. 
Patrzyliście w swoje oczy... Dla Ciebie czas już nie istniał... Reszta świata zniknęła, a zachód słońca trwał wiecznie. Jego usta zbliżały się do Twoich. Dystans między Wami gwałtownie się zmniejszał. Milimetry dzieliły Twoje usta od jego... W końcu złączyliście się w serii gorących pocałunków.
-Kocham Cię...-wyszeptał między pocałunkiem Twój ukochany. Nie mogłaś w to uwierzyć..., ale to działo się naprawdę.-Wyjdziesz za mnie?-zapytał wyciągając z kieszeni pierścionek. Podniósł brwi ku górze czekając na odpowiedź. 
-Tak!-wykrzyknęłaś. Twój narzeczony założył złoty pierścionek na Twój palec. Po tej czynności mocno Cię przytulił i wyszeptał: ''Dziękuję...'' . 

~~~Trzy lata później~~~

    Jesteście szczęśliwą kochającą się rodziną. Macie dwuletniego synka-Will'a i trzyletnią córeczkę-Patty. Na dodatek jesteś w drugim miesiącu ciąży. 
Układa Wam się jak w bajce. 


__________________________
Mój pierwszy Imagin ^.~  Mam nadzieję, że Wam się podoba. ;3

Hejo ;3

Cześć. :)To blog z Imaginami z The Wanted. Chcesz Imagina u mnie-piszesz i masz. ;D Mam nadzieję, że ktoś mnie będzie odwiedzał ;3